Hua Hin z dziećmi
Hua Hin to nadmorskie miasto położone nad Zatoką Tajlandzką ok 200 km od Bangkoku. Nie znajdziecie tam rajskich plaż znanych z katalogów biur podróży i Instagrama, ale z tego co słyszeliśmy, jest to fajne miejsce do mieszkania. Jest tam też masa hoteli z all inclusive, ale wg nas jechać do Tajlandii na 1-2 tygodnie i siedzieć przy basenie to słaby wybór. No ale jak kto chce. My do Hua Hin zawitaliśmy ponieważ jednym z moich marzeń było zobaczenie Parku Narodowego Khao Sam Roi Yot, a konkretnie słynnej jaskini Phraya Nakhon. Postanowiliśmy więc spędzić tam Święta Bożego Narodzenia i przy okazji odwiedzić też kilka innych miejsc w okolicy, które sprawiłyby radość Gabi i Adamowi.
My w Hua Hin zatrzymaliśmy się na 4 noce w niewielkim butikowym hotelu The Green Gallery. Jeżeli szukacie luksusu, to nie tam, ale nam się bardzo podobał szczególnie styl przypominający nam Key West na Florydzie. Hotel jest zaraz przy plaży, ale niestety podczas naszego pobytu był bardzo wysoki przypływ i woda sięgała pod sam teren hotelu. Więc niestety plaży w ogóle nie było.


Podczas tych kilku dni w Hua Hin spędzaliśmy czas bardzo różnorodnie. Był Park Narodowy, było schronisko dla dzikich zwierząt oraz Park Wodny. A do tego obowiązkowy Nocny Market i wizyta w szpitalu 😉
PARK NARODOWY KHAO SAM ROI YOT
Tak jak już wspomniałam, jednym z powodów powrotu do Tajlandii była chęć zobaczenia dzikiej przyrody i parków narodowych. Park Narodowy Khao Sam Roi Yot oferuje znacznie więcej niż tylko jaskinię Phraya Nakhon, którą my odwiedziliśmy, więc jeżeli macie więcej czasu w okolicy to na pewno nie będziecie się nudzić. Wstęp do PN kosztuje 200 THB za dorosłego i 100 THB za dzieci (bilet na jeden dzień do wszystkich części parku). Za parking przy jaskini zapłaciliśmy 20 THB.
JASKINIA PHRAYA NAKHON
Żeby dostać się do jaskini czeka nas 2 km trekking. Nie jest to łatwa trasa, szczególnie biorąc pod uwagę temperaturę powietrza, ale widzieliśmy na swojej drodze zarówno dzieci jak i osoby starsze, więc sami musicie oszacować wasze możliwości. Trasę można podzielić na trzy odcinki:
– ok 500 m odcinek z kasy biletowej do plaży Laem Sala (stromo pod górkę na punkt widokowy i w dół na plażę)
– ok 900 m wzdłuż plaży Laem Sala
– ok 450 m najtrudniejszy odcinek do samej jaskini
Pierwszy odcinek do plaży Laem Sala można ominąć decydując się na dotarcie tam łódką i tym sposobem skrócić trasę o prawie połowę.
Nam dotarcie do jaskini z parkingu zajęło ok 1 godz i 10 min (wliczając w to przerwę na wc na plaży).
W centralnej części jaskini znajduje się niewielka świątynia zwana Khuha Kharuehat Pavilion. Została ona postawiona w jaskini w 1890 roku z okazji wizyty króla Ramy V w regionie.
Na miejsce najlepiej dotrzeć w godzinach 10.30 – 11.30, bo właśnie wtedy do jaskini wpada słońce i pięknie oświetla stojącą tam świątynię. My niestety nie doczytaliśmy tego faktu i do jaskini dotarliśmy o 11.40, kiedy światło nie było już tak idealne. Ale wg mnie widoki i tak były magiczne. Niestety dzieci nie podzielały mojego zachwytu, ale nie można mieć wszystkiego.
Przy plaży Laem Sala jest restauracja (w której nie jedliśmy, więc nie wiemy jak z jedzeniem) oraz toalety.









INNE MIEJSCA W PARKU
W planach mieliśmy również dotrzeć do jeziorka lotosowego Bueng Bua, ale wynikowo zdecydowaliśmy się na popołudnie na pobliskiej plaży Sam Roi Yot (głównie ze względu na brak plaży przy naszym hotelu).
W parku jest też wiele innych miejsc wartych odwiedzenia, np punkt widokowy Khao Daeng oraz kilka innych jaskiń.
VANA NAVA WATER JUNGLE
Park wodny, który odwiedziliśmy w Boże Narodzenie. Generalnie byliśmy w lepszych, ale nie ukrywam, że spędziliśmy tam z dziećmi kilka fajnych godzin, szczególnie, że było na prawdę mało ludzi i praktycznie nie staliśmy w kolejkach do zjeżdżalni. Bilety kupiliśmy przez aplikację Trip.com (było taniej niż na oficjalnej stronie parku, która i tak padła w momencie kiedy chcieliśmy kupić bilety). Za 3 osoby (byłam tylko ja i dzieci) zapłaciliśmy 80 USD (w tym dostęp do szafek i ręczniki).
Park jest czysty, dobrze zorganizowany, jest dużo pomocnej obsługi. Ale dużych zjeżdżalni jest tylko 8, w tym 2 pionowe w dół, na których nie jeździliśmy i 1 z minimalną granicą wieku 12 lat. Tak, więc czas spędzaliśmy na 5 głównych zjeżdżalniach oraz pływając oponkami rzeką. Na terenie parku jest też niewielki park linowy, więc warto mieć ze sobą pełne buty (my o tym nie wiedzieliśmy). Teoretycznie do parku nie wolno wnosić własnego jedzenia oraz butelek plastikowych. Na wejściu plecaki są sprawdzane. I mimo, że pan musiał wyczuć w moim plecaku butelki z wodą, to nas wpuścił i nie kazał nic wyrzucać.


WFFT, CZYLI BARDZO SPECJALNE SANKTUARIUM DLA SŁONI, TYGRYSÓW, GIBONÓW I INNYCH ZWIERZĄT
WFFT, czyli Wildlife Friends Foundation Thailand, to fundacja zajmująca się ochroną zwierząt, które były wykorzystywane w rozrywce, przemyśle bądź jako maskotki domowe. Żadne mieszkające tam zwierzę nie jest nigdy uwiązane na łańcuchu. Zwierząt zamieszkałych w sanktuarium nie wolno dotykać, nie mówiąc już o innych sposobach ich wykorzystywania. Na chwilę obecną w WFFT mieszka ok 900 zwierząt reprezentujących ok 60 gatunków. Największą grupą zwierząt są gibony i jest ich ok 100! Na terenie sanktuarium mieszkają też 22 słonie (tylko jeden samiec) oraz 19 tygrysów bengalskich. Oprócz tego możemy tam spotkać wydry, niedźwiedzie malajskie, różne inne małpy. Działalność WFFT jest oparta całkowicie na sponsorach i pracy wolontariuszy. Fundacja pomaga również lokalnej społeczności (np poprzez darmową opiekę weterynaryjną psów i kotów).
Żeby odwiedzić WFFT trzeba zgłosić się poprzez formularz na TEJ stronie. Można wybrać pakiety pół- albo całodniowe. My zdecydowaliśmy się na tą drugą opcję i w sanktuarium spędziliśmy ok 5,5 godziny. Wizyta rozpoczyna się o godzinie 10 krótkim filmem z informacjami nt. pochodzenia zwierząt w sanktuarium. Później autobusami zostaliśmy przewiezieni na teren schroniska, gdzie przez ok 1,5 godziny oglądaliśmy różne zwierzęta (głównie małpy, niedźwiedzie, ptaki) i słuchaliśmy historii na ich temat. W południe był lancz, a później dalsza część wycieczki. Odwiedziliśmy słonie, tygrysy, wydry oraz gibony mieszkające na specjalnych rodzinnych wyspach. Fundacja bardzo chciałaby móc większość zwierząt wypuścić do ich naturalnego środowiska, ale często jest to niemożliwe z trzech głównych powodów (albo są to zwierzęta nie występujące naturalnie w Tajlandii, jak tygrysy bengalskie, albo są zbyt niepełnosprawne bądź wychowane w niewoli, żeby mogły sobie samodzielnie poradzić).
Wizyta w WFFT to doskonała lekcja nie tylko dla dzieci. Odwiedzenie zwierząt było wyborem Adama i Gabi i na pewno wspominają ten dzień jaki jeden z ciekawszych w trakcie naszej podróży.
Za wizytę w WFFT zapłaciliśmy po 1600 THB za dorosłych i 1100 za dzieci do 13 roku życia.






NIGHT MARKET HUA HIN
W Hua Hin jak w każdym większym mieście w Tajlandii znajdziemy co najmniej jeden nocny market. My wybraliśmy się na Pae Mai Tuesday Market, ale jest też Tamarind Market (czynny od czwartku do niedzieli) oraz czynny codziennie Hua Hin Night Market. Nocne markety to świetna okazja, żeby zjeść tanio i dobrze. Można spróbować kilku mniejszych dań czy przekąsek. Ale przygotujcie się na tłumy!
WIZYTA W SZPITALU
No i doszliśmy do mniej ciekawego aspektu naszego pobytu w Hua Hin. Tomek dostał temperatury i jakiejś niezidentyfikowanej wysypki. W sumie już coś podobnego miał kilka lat temu w Kambodży, ale chyba nigdy nie dowiemy się co ją spowodowało, bo badania w szpitalu skupiły się na wykluczeniu dengi i tyle. Tomek dostał pakiet leków w tym antybiotyk i kilka dni później znowu biegał po plaży.
