Bangkok poza utartym szlakiem
Podczas naszej podróży do Tajlandii w 2017 roku spędziliśmy w Bangkoku tydzień. Odwiedziliśmy najważniejsze świątynie, targ Chatuchak, byliśmy w zoo i w starej stolicy czyli Ayutthaya. Tym razem na stolicę Tajlandii przeznaczyliśmy dwa ostatnie dni naszej podróży. Chcieliśmy pochodzić trochę po sklepach (choć wynikowo prawie nic nie kupiliśmy), wrócić do Chinatown i do Parku Lumpini zobaczyć warany oraz przy okazji zobaczyć jakieś mniej popularne miejsca.
Po raz kolejny Bangkok nas nie powalił. Duże miasta coraz bardziej nas przytłaczają, głównie odległościami i czasem traconym na przejazdy z punktu a do b. Jeżeli jeszcze kiedyś wrócimy do Tajlandii, to tylko na prowincję. Ale teraz pozwólcie, że zabiorę Was w kilka mniej znanych, a równie ciekawych, miejsc w Bangkoku.
MUZEUM ERAWAN
Zgodnie z marzeniem założyciela Leka Viriyaphanta, „Muzeum Erawan miało służyć jako wizytówka ducha Azji, gdzie zachowana została istota sztuki i 4 głównych religii, aby ukazać Azjatom i całemu światu fundamenty cywilizacji Wschodu, kultywowanej i przekazywanej poprzez inspirację filozoficzną”.
Muzeum słynie z ogromnej rzeźby trzygłowego słonia, wewnątrz którego znajdują się wystawy. Muzeum podzielone jest na trzy poziomy. Najniższy poziom, zwany Suvannabhumi, zawiera wystawy chińskiej porcelany oraz historię budowy muzeum. Drugi poziom (umieszczony w różowym piedestale) to „Ludzka Ziemia”. Wnętrze budynku łączy w sobie wiele form sztuki z całego świata, w tym sztukę Wschodu i Zachodu, w naprawdę unikalnej formie.Trzeci, najwyższy poziom umieszczony w brzuchu słonia to „Niebo”, zawiera liczne posągi Buddy z różnych epok, a ściany i sufit pomalowane są w sposób przypominający nam kosmos.
Budynek muzeum otoczony jest przepięknym ogrodem, w którym warto zatrzymać się na dłuższą chwilę. Żeby wejść do muzeum musimy mieć zakryte ramiona i kolana. Na miejscy można wypożyczyć odpowiednie okrycia (takie jak mamy z Tomkiem na zdjęciu poniżej). Bilety można kupić w kasie na miejscu albo taniej przez różne aplikacje np Klook albo Trip.com. Nam zwiedzanie zajęło ok 1,5 godziny a za bilety zapłaciliśmy 780 TBH.
Do muzeum można dojechać tzw skytrain, ale my zdecydowaliśmy się na Graba, bo komunikacja miejska w Bangkoku do tanich nie należy (napiszę o tym na końcu), poza tym zajęłoby nam to jeszcze więcej czasu (taxi 30 min vs pociągiem godzinę). Uważajcie też na kierowców, którzy będą Wam oferowali kurs tylko pod warunkiem, że również kupią Wam bilety. Nam wynikowo jeden kierowca odmówił przejazdu kiedy powiedzieliśmy, że bilety kupiliśmy już sami.






PARK LUMPINI
Park Lumpini to jeden z większych parków w centrum Bangkoku. Znajdziecie tam jeziorko, gdzie można popływać łódkami, plac zabaw, liczne siłownie, grające fontanny, kilka ciekawych pawilonów oraz całą masę waranów. Warany w Parku Lumpini doczekały się nawet własnego pomnika. I właściwie tylko po to, żeby zobaczyć warany pojechaliśmy w to miejsce. W ciągu zaledwie pół godziny spotkaliśmy ich kilkanaście.




MUZEUM KOMUNIKACJI THE WIRELESS HOUSE ONE BANGKOK
Zaraz przy Parku Lumpini znajduje się kompleks One Bangkok. Głównym powodem naszej wizyty tam była restauracja Din Tai Fung, gdzie chcieliśmy zjeść lancz. Jedliśmy już w tej sieciówce w Kuala Lumpur i bardzo nam smakowały ich dumpings i nudle.
Do The Wireless House, czyli darmowego Muzeum Komunikacji, trafiliśmy całkiem przypadkiem. Można tam poczytać o historii telegrafów w Tajlandii, ale dla dzieci najważniejszą atrakcją będzie wysyłanie wiadomości kodem Morse’a. Gabi i Adamowi tak się spodobało, że pan z obsługi musiał nas grzecznie wyprosić zwracając uwagę, że można wydrukować tylko jeden list na osobę.


DUSIT CENTRAL PARK
To jedno z większych centrów handlowych w Bangkoku. Zakupy średnio nam poszły, ale na dachu jest piękny ogród z widokiem na okolicę.


UNICORN CAFE
Dzień drugi rozpoczęliśmy od bardzo nietypowej kawiarni. Jeżeli macie w swoim domu fanów My Little Ponies oraz jednorożców, to zabierzcie ich do Unicorn Cafe. My z Tomkiem byliśmy przerażeni poziomem kiczu, ale dzieciom się podobało. Ceny nie są niskie.
Kawiarnia znajduje się niedaleko wieżowca King Power Mahanakhon i stacji Chong Nonsi.


CAPYBARA CAFE
Po wizycie u jednorożców przyszła kolej na kapibary. Żywe tym razem. Też nie rozumiecie dlaczego od jakiegoś czasu wszystkie dzieci kochają te dziwne duże gryzonie? Miziać się z kapibarami poszli wszyscy poza mną (ja wybrałam inną atrakcję). Wstęp na 30 minut jest płatny 400 THB za dorosłego i 200 THB za dzieci. Do tego trzeba kupić jakiś napój.
Wiedzieliście, że kapibary w dotyku podobne są do dzików? Czyli wcale nie mięciutkie. Czy kapibary były zainteresowane dziećmi? Średnio. Wrażenia więc takie, że fajnie byli i już więcej nie muszą.


KING POWER MAHANAKHON
W czasie kiedy reszta mojej rodziny głaskała kapibary, ja wjechałam na 78 piętro wieżowca King Power Mahanakhon. Budynek otwarty w 2016 roku ma 314 m i przez 2 lata był najwyższym w Tajlandii (od 2018 jest nim Magnolias Waterfront Residences ICONSIAM).
King Power Mahanakhon to połączenie bardzo drogich apartamentów, hotelu i części handlowej. Na 74 piętrze znajduje się zamknięty punkt widokowy na wszystkie strony miasta, a na 78 piętrze otwarty taras. Jest też niewielki taras z przeszkloną podłogą wiszący nad miastem. Niestety nie wolno wnosić na niego telefonów, więc dobrego zdjęcia brak.
Na tarasie widokowym na ostatnim piętrze jest bar i dużo przyjemnych miejsc do siedzenia, więc można tam spędzić więcej czasu podziwiając widoki.
Dla chętnych za dodatkową opłatą można skorzystać z tzw. I-TILT (czyli zawisnąć sobie nad miastem na wysokości 296 metrów – zdjęcie poniżej).
W cenie mojego biletu (1000 THB) miałam również SkyVerse, czyli zoo sztuki immersyjnej… Dzieciom na pewno by się podobało.






TALAT NOI STREET ART
Do Talat Noi dotarliśmy pod koniec naszego drugiego dnia w Bankgkoku. To właściwie ulica czy dwie wzdłuż, których możemy podziwiać przeróżne kolorowe murale. Do tego ciekawe płyty do kanałów, stare zardzewiałe autko i transformersy na środku skrzyżowania.






JAK PORUSZAĆ SIĘ PO BANKGKOKU
Jak pisałam wcześniej nas Bangkok pokonał tym razem komunikacyjnie. Już po przylocie z Phuket na lotnisko Don Muang mieliśmy ogromny problem dostać się do hotelu, ponieważ żaden grab ani bolt nie przyjmował kursu. Do oficjalnych taksówek była kolejka na 45min. W końcu cudem udało nam się coś zamówić, ale to był dopiero początek.
Mieszkaliśmy w hotelu Golden Tulip Mandison Suites, który leży ok 15 min spacerem od stacji metra Sukhumvit i stacji skytrain Asok. Początkowo planowaliśmy przemieszczać się właśnie komunikacją miejską, ale porównując ceny graba czy bolta z biletami na metro dla 4 osób plus czas przejazdu nie bardzo nam się to opłacało. Dlatego pierwszego dnia do Muzeum Erawan i z powrotem do Parku Lumpini pojechaliśmy właśnie grabem. Ale później przerzuciliśmy się na metro, gdyż zamawianie graba okazało się po raz kolejny bardzo trudne. Drugiego dnia po 20 min bezowocnych prób zamówienia czegoś poszliśmy na skytrain i to nim dotarliśmy do King Power Mahanakhon. A stamtąd już piechotą udaliśmy się do kolejnych kawiarni i na przystań Si Phraya skąd odpływa prom do centrum handlowego ICONSIAM PARK, w którym też spędziliśmy trochę czasu.
Bilety jednorazowe na metro czy skytrain można kupić w automatach na każdej stacji. Musimy wybrać dokładnie na jaką stację chcemy jechać i płacimy za ten konkretny odcinek. W automatach można płacić tylko gotówką. Dostaniemy żetony, których używamy do przejścia przez bramki.

1 Odpowiedź
[…] Na wyspę Koh Yao Noi dostaliśmy się speedboatem. Bilety zamówiliśmy z wyprzedzeniem (co nie jest konieczne) na TEJ stronie. Pomiędzy lotniskiem w Phuket a przystanią oraz w Bangkoku przemieszczaliśmy się Grabem (azjatycki Uber). O transporcie w Bangkoku pisałam już więcej TU. […]