Dwa tygodnie na Zachodnim Wybrzeżu USA – podsumowanie

W tym roku po raz kolejny wybraliśmy USA na cel naszych jesiennych ferii. Początkowo mieliśmy jechać do Japonii, no ale jakoś nie wyszło.

Dwa tygodnie to zdecydowanie za mało na odwiedzenie wszystkich ciekawych i pięknych miejsc za zachodzie Stanów Zjednoczonych, ale ze względu na szkołę dzieci nie mogliśmy sobie pozwolić na więcej. Tak więc po licznych konsultacjach rodzinnych i ustalaniu kto co chciałby zobaczyć, powstał plan. Wszyscy chcieliśmy zobaczyć m.in Grand Canyon, ja: Kanion Antylopy oraz wieloryby, Gabi: Hollywood oraz Golden Gate Bridge w San Francisco, Adaś: Area 51 (bardzo chciał spotkać kosmitów) oraz oczywiście Universal Studios, Tomek: Silicon Valley oraz San Francisco. Do tego miały być zakupy, jedzenie w popularnych fast foodach oraz spotkania z dzikimi zwierzętami. Czy udało nam się zobaczyć wszystko co zaplanowaliśmy? Chyba tak… Ale trzeba przyznać, że spędziliśmy wiele godzin w samochodzie. Przejechaliśmy ok 4110 km. Byliśmy nie raz bardzo zmęczeni. Nocowaliśmy w 9 różnych miejscach i niektórych hoteli w ogóle nie pamiętamy, bo na nocleg dojeżdżaliśmy o godz. 20, a o 8 rano już wyjeżdżaliśmy. Czy było warto? Absolutnie tak!

  • Odwiedziliśmy 3 duże miasta (Los Angeles, San Francisco oraz Las Vegas)
  • Zwiedziliśmy 3 bardzo różne Parki Narodowe (od Kanionu, przez pustynię po wyższe góry)
  • Widzieliśmy wieloryby, dziesiątki delfinów, lwów oraz słoni morskich, spotkaliśmy wiewiórki, sarenki, dzikie osiołki, konie, muły, jelenie kanadyjskie oraz niedźwiadki!
  • Przejechaliśmy fragment słynnej Drogi 66 oraz Highway 1
  • Widzieliśmy największe drzewa na świecie
  • Byliśmy w najcieplejszym miejscu na świecie
  • Szukaliśmy słynnych lokalizacji filmowych oraz domów gwiazd
  • Odwiedziliśmy słynne więzienie Alcatraz
  • Szukaliśmy kosmitów w Area 51 oraz garażu, w którym powstał HP czy Apple w Silicon Valley
  • Zjedliśmy za dużo hamburgerów

Szczegóły naszej podróży i całą masę informacji praktycznych postaram się opisać w nadchodzących tygodniach. Ale już teraz podrzucę Wam plan naszej podróży dzień po dniu.

  1. Przylot do Los Angeles, odebranie samochodu i przejazd do hotelu na obrzeżach miasta.
  2. Przejazd Drogą 66. Po drodze: Oatman (osiołki), Kingman, Hackberry General Store, Seligman. Nocleg w Williams.
  3. Grand Canyon: punkty widokowe wzdłuż South Rim. Przejazd na nocleg do Page.
  4. Antylope Canyon, Horseshoe Bend, Glen Canyon Dam, New Wave. Nocleg Page.
  5. Przejazd do Las Vegas. Popołudnie na Las Vegas Boulvard, słynne hotele i kasyna (nie graliśmy). Nocleg Las Vegas.
  6. Przejazd do Doliny Śmierci. Po drodze Area 51 Alien Center. W Dolinie Śmierci: Dantes View, Zabriskie Point, Badwater Basin, Artist Drive oraz Mesquite Flat Sand Dunes. Nocleg w Tulare.
  7. Przejazd do Parku Narodowego Sekwoi. Tunnel Rock, Moro Rock Trail (we mgle), Tunnel Log, szlak Big Trees, General Sherman oraz Congress Trail. Nocleg w Fresno.
  8. Przejazd do San Francisco, po drodze zakupy w outlecie. Popołudniu punkty widokowe na Golden Gate Bridge. Nocleg San Francisco.
  9. Zwiedzanie San Francisco: Alcatraz, Fisherman’s Wharf, Pier 39, Lombard Street, przejażdżka tramwajem, Chinatown. Nocleg San Francisco.
  10. Przejazd przez Silicon Valley. Google oraz Apple Visitor Center, Intel Museum itd. Nocleg Monterey.
  11. Rejs w poszukiwaniu wielorybów oraz delfinów. Popołudniu Carmel-by-the-Sea oraz Point Lobos State Natural Reserve. Nocleg Monterey.
  12. Przejazd Highway 1 wzdłuż wybrzeża. Po drodze punkty widokowe na mosty Brixby oraz Big Creek, plaża ze słoniami morskimi. Nocleg Santa Monica.
  13. Cały dzień w Universal Studios Hollywood. Nocleg Santa Monica.
  14. Zwiedzanie Los Angeles. Beverly Hills, Hollywood Walk of Fame, znak Hollywood, Griffith Observatory. Nocleg Santa Monica.
  15. Przejażdżka na rowerach wzdłuż Venice Beach, spacer w Venice Canal Historic District. Później spacer w Santa Monica oraz plaża. Wieczorny lot do domu.

Nasza podróż była tak różnorodna, że trudno wskazać co nam się najbardziej podobało. Wiadomo, że gdy stanęliśmy na brzegu Wielkiego Kanionu, naprzeciw ogromnej sekwoi czy pustyni solnej, to otwieraliśmy szeroko buzię i mówiliśmy „wow!”. Równie wielkie „wow” było gdy zobaczyliśmy niedźwiadka z mamą, 3 wieloryby, czy maleńkie delfiny skaczące wokół statku. Bardzo spodobało nam się w San Francisco, gdzie przy każdej ulicy stoją malownicze domki jakie znamy z filmów. Za to mieszkać moglibyśmy w Monterey. Spokojnie, nad morzem, ale z dramatycznymi klifami… A na koniec Los Angeles. Tak, jest brudne i pełno w nim bezdomnych, ale Adam był zachwycony, że w końcu zobaczył słynny znak „Hollywood” oraz znalazł gwiazdy swoich ulubionych aktorów.

Jest w sumie jedna rzecz, której nie udało nam się zrobić. Przejażdżka Waymo, czyli taksówką bez kierowcy! Widzieliśmy ich całą masę w Las Vegas, San Francisco oraz Los Angeles. Na początku było to bardzo dziwne widzieć samochód, który jedzie całkiem pusty, potem się już przyzwyczailiśmy. Ale ja dalej żałuję, że nie udało nam się do takiego wsiąść. A wy wsiedlibyście do samochodu kierowanego przez komputer?

INFORMACJE PRAKTYCZNE

O tym jakie dokumenty potrzebujemy, żeby wjechać do USA, pisaliśmy już wcześniej przy okazji podróży na Florydę. Jedyne co się zmieniło przez te 4 lata to cena za ESTA. Teraz kosztuje już ponad 40 USD za osobę.

Również 4 lata temu wspominaliśmy o tym co nam się nie podoba w USA. I w tym temacie raczej niewiele się zmieniło, więc nie będziemy się o tym rozpisywać.

Jak zawsze na cały pobyt mieliśmy wynajęty samochód. Tym razem przez wypożyczalnię Thrifty i za 2 tygodnie zapłaciliśmy 542 USD. Ceny paliwa bardzo się różnią pomiędzy poszczególnymi stanami. W Arizonie płaciliśmy po 4,40 USD za galon, a w Kalifornii nawet 5,90 za galon. To oczywiście i tak dużo mniej niż w Europie.

O hotelach Wam za wiele nie napiszę, bo naprawdę jedynie w nich spaliśmy i nie wybieraliśmy nic specjalnego. Spaliśmy w tańszych sieciówkach, gdzie zawsze mieliśmy pokój czteroosobowy z dwoma podwójnymi łóżkami. Wszędzie poza San Francisco i Los Angeles mieliśmy w cenę wliczone śniadania, które oczywiście były bardzo słabej jakości. We wszystkich hotelach mieliśmy w pokojach lodówkę, mikrofalówkę oraz czajnik/ ekspres do kawy.

Płaciliśmy bardzo dużo kartą walutową Revolut, ale warto wspomnieć, że często płacąc za paliwo gotówką jest taniej, więc warto ją mieć. Do tego trzeba pamiętać, że w USA standardem są depozyty za pokój hotelowy (u nas było to od 50 do 250 USD). Najlepiej do tego mieć kartę kredytową, ale nasz Revolut też działał. Tylko przy zmianie hotelu co chwilę, trzeba mieć sporo ekstra pieniędzy na koncie i kontrolować czy depozyty są zwracane po kilku dniach.

Pamiętajcie, że ceny podawane w sklepach są cenami bez podatku, który zostanie doliczony dopiero przy kasie. Oznacza to, że nie znając szczegółowo stawek podatku na poszczególne artykuły, nigdy nie wiemy ile dokładnie zapłacimy. Zarówno w Kalifornii jak i w Arizonie podatek na jedzenie w sklepach wynosi 0%, więc chociaż tutaj jest trochę łatwiej wiedzieć ile zapłacimy.

Pogodę mieliśmy bardzo zmienną. W Page, Las Vegas i Dolinie Śmierci było ok 25 stopni i piękne słońce. W Grand Canyon było chłodno i chwilami padało, w PN Sekwoi było może 5 stopni a gdzieniegdzie leżał śnieg! Ominęła nas fala upałów w LA, śnieg w Sekwojach i deszcz w Kanionie Antylopy, więc możemy powiedzieć, że mieliśmy sporo szczęścia, ale nie było łatwo spakować się na 2 tygodnie na tak zmienne temperatury. Do tego po raz pierwszy podczas dłuższej podróży nie mieliśmy możliwości zrobienia prawdziwego prania, a w hotelach wszystko schło 2 dni…

Podsumowując, była to na prawdę fantastyczna podróż, którą wszyscy będziemy wspominać przez lata. Ale chwilowo marzy się nam all inclusive na plaży 😀

Możesz również polubić…

Zostaw odpowiedź