2 tygodnie na Korsyce – trasa, informacje praktyczne oraz nasze wrażenia

Francja przez wiele lat była przez nas omijana szerokim łukiem jako kierunek wakacyjny. Zapytacie pewnie dlaczego… No cóż, ja jako nastolatka byłam zakochana we Francji i wszystkim co francuskie. Uczyłam się języka, a w nagrodę za dostanie się do dobrego LO pojechałam z mamą do Paryża. Później byłam na Erasmusie w Strasbourgu w 2007 i … jakoś już więcej nie miałam ochoty wracać do Francji po tych kilku miesiącach tam spędzonych. Cóż mamy powiedzieć, nie lubimy francuskości, a kultura i podejście do życia (i turystów) we wszystkich pozostałych europejskich krajach śródziemnomorskich znacznie bardziej nam odpowiada. Co prawda byliśmy jeszcze raz w Paryżu w 2015 roku, ale z dziećmi jakoś się nie udało (chociaż niedawno Gabi i Adam jednogłośnie oznajmili, że oni chcą do Paryża zobaczyć Wieżę Eiffela, więc chyba trzeba będzie coś ogarnąć w tym kierunku).

Szukając kierunków wakacyjnych w Europie w którymś momencie trafiłam na Korsykę. Piękne plaże, góry, dramatyczne widoki. No generalnie brzmi jak coś dla nas. Do tego naiwnie wierzyłam, że na wyspach będzie trochę mniej gorąco niż na lądzie (ok, było poniżej 40 stopni, więc nie narzekamy). Do tego dzieci ucieszyły się, że będą w końcu we Francji (tak wiem, można polemizować czy to się liczy). No więc kierunek wybrany, trzeba było ogarnąć loty.

TRANSPORT

Na Korsyce jest kilka lotnisk: w Bastii, Ajaccio, Corte, Bonifacio. Inna sprawa, że niewiele jest tam lotów międzynarodowych. Z Polski zapewne można coś znaleźć z przesiadką. My mamy loty z Kopenhagi, ale uwaga, w fantastycznej cenie jedyne 1.000 EUR za osobę (Norwegian bez bagażu w cenie). Za tyle, to do Azji można spokojnie polecieć, więc szukaliśmy innej opcji. Wynikowo polecieliśmy Lufthansą z przesiadką we Frankfurcie / Monachium. Oczywiście zajęło nam to trochę więcej czasu, ale w końcu lecieliśmy na 2 tygodnie.

Większość turystów dostaje się na Korsykę własnym samochodem i promem z Włoch. Nam sam dojazd do Genui zająłby 2 dni, więc bez zastanowienia wybraliśmy lot. Na miejscu oczywiście wypożyczyliśmy samochód na cały pobyt. I tutaj ciekawostka. Wypożyczalnia samochodów (korzystaliśy z z CarGo) oczekiwała, że auto przed oddaniem będzie umyte i wyczyszczone w środku. Wypożyczaliśmy samochody już w kilkunastu krajach na trzech kontynentach i nigdy się z tym wcześniej nie spotkaliśmy (chociaż podobno takie same reguły są w Polsce). No jak dla mnie to średnia opcja, żeby na koniec urlopu szukać myjni i ogarniać auto (którego wypożyczenie nie jest tanie, my za 2 tygodnie zapłaciliśmy 416 EUR).

Paliwo na Korsyce jest raczej drogie i wszędzie jest podobna cena ok 2 EUR za litr.

NOCLEGI

Noclegi na Korsyce to kolejny temat. My jak zawsze korzystaliśmy z booking.com i większość wakacji spędziliśmy w apartamentach. To oczywiście oznacza, że sami częściowo gotowaliśmy i ogarnialiśmy. Na szczęście nie oczekiwano od nas końcowego sprzątania ani wysokiej kaucji (mimo, że była wspomniana w umowie). Na Korsyce bardzo popularne są campingi i nawet przez chwilę się nam nimi zastanawiałam, ale zazwyczaj oznacza to konieczność brania własnych ręczników i pościeli, co przy locie samolotem nie jest zbyt optymalne.

TRASA

Pierwsze cztery dni naszych wakacji spędziliśmy na północnym zachodzie w Calvi i okolicach. Plażowaliśmy na trzech różnych plażach i odwiedziliśmy dwa urocze miasteczka.

Na kolejne dwa dni przenieśliśmy się do Porto, aby stamtąd wyruszyć na rejs do Rezerwatu Scandola oraz podziwiać słynne Calanques de Piana.

W dalszej drodze na południe zatrzymaliśmy się w Ajaccio, które nie zrobiło na nas jakiegoś super wrażenia.

Cały drugi tydzień mieszkaliśmy w Porto-Vecchio i stamtąd dojeżdżaliśmy na różne plaże, do naturalnych basenów na rzece, na trekking do wodospadu oraz do Bonifacio, które okazało się najładniejszym miastem na wyspie.

Ostatni dzień na Korsyce spędziliśmy w Basti spacerując po starówce i robiąc ostatnie zakupy. Spaliśmy w hotelu Castellu Rossu rzut beretem z lotniska. Samochód oddaliśmy już w sobotę wieczorem naiwnie licząc, że na lotnisko dojedziemy Uberem. Na miejscu okazało się, że niestety na Ubera na Korsyce nie ma co liczyć, więc trochę stresu było. Na szczęście kierowca z wypożyczalni zgodził się nas zawieźć za dodatkową opłatą.

JEDZENIE

Biorąc pod uwagę to, że mieszkaliśmy w apartamentach z kuchnią, w dużej mierze żywiliśmy się sami. Kupowaliśmy codziennie bagietki, lokalny ser, warzywa, owoce. Było też trochę gotowych dań takich jak faszerowane serem i szpinakiem cukinie, tarty czy cordon bleu dla dzieci. Byliśmy niestety zaskoczeni brakiem piekarni na każdym kroku (przynajmniej w Calvi i Porto-Vecchio). Pieczywo kupowaliśmy głównie w supermarketach i nie było aż tak dobre, na jakie liczyliśmy.

Na Korsyce jest sporo włoskich knajp i zjedliśmy kilka razy na prawdę bardzo dobrą pizzę, np w Pe Piace w Ajaccio, czy w L’Altu w Corte (knajpka na terenie Cytadeli, więc jest ładny widok!). Jedliśmy też oczywiście francuskie naleśniki w L’Ora Porto – Crêperie. Na kolację z widokiem i bez dzieci udaliśmy się do Bar des Chasseurs Chez Marie w Otta. Tam chyba jedliśmy najbardziej korsykańskie dania: Cannelloni au Brocciu (czyli cannelloni z lokalnym korsykańskim serem podobnym do ricotty) oraz Civet de Sanglier, czyli gulasz z dzika podawany z fasolką.

Poza tym były burgery, kalmary, sałatka Cezara, a nawet całkiem spoko tajskie w Porto-Vecchio.

NASZE WRAŻENIA

Korsyka krajobrazowo jest piękna i bardzo różnorodna. Są ładne plaże z piękną wodą o kolorze jaki rzadko się spotyka oraz rybkami pływającymi tuż przy brzegu. Są góry, gdzie w sezonie wiosennym bądź jesiennym można się wybrać na dłuższy trekking. Są malownicze miasteczka z obowiązkowymi twierdzami lub wieżami Genueńskimi, takie jak Calvi czy Bonifacio.

Ale ze względu na kulturę chyba raczej będziemy w przyszłości wracać do Włoch czy Hiszpanii. Jakoś łatwiej się nam tam dogadać 🙂 Chociaż ja od kilku miesięcy przypominałam sobie francuski, który na pewno się przydał. I żeby było jasne, nie wszyscy Francuzi są niemili i zarozumiali. Większość napotkanych osób w restauracjach czy sklepach była w miarę przyjazna i chciała się z nami dogadać mimo, że widzieli, że słabo u nas z językiem. Ale kilka sytuacji pozostawiło niesmak. Absolutnie nie chcemy Wam obrzydzać Korsyki ani Francji, to nasze subiektywne wrażenia i w pełni rozumiem, że ktoś inny może kochać tą wyspę i kraj. A jeżeli wybierzecie Korsykę jako kierunek na przyszłe wakacje, to mamy nadzieję, że nasze wspomnienia i porady będą przydatne.

Możesz również polubić…

Zostaw odpowiedź