Korsyka Południowa z dziećmi – plaże i inne ciekawe miejsca
Po tygodniu spędzonym na północy i zachodzie Korsyki przyszedł czas na południe. Tutaj spędziliśmy cały kolejny tydzień, już bez zmiany noclegu. Odwiedziliśmy cztery piękne plaże, kąpaliśmy się w naturalnych basenach, zrobiliśmy popołudniowy trekking do wodospadu i podziwialiśmy zachód słońca w Bonifacio. Upały dawały się nam dosyć mocno w kość, temperatury przekraczały 35 stopni i przez większość dnia ciężko było o jakąkolwiek aktywność. Do południa jeździliśmy na plażę, nad rzekę albo zostawaliśmy przy basenie, a wycieczki robiliśmy późnym popołudniem.
Zapraszam Was na relację z okolic Porto-Vecchio!
PLAŻE
GRAND PLAGE DE CALA ROSSA
Pierwszą plażą, którą odwiedziliśmy na południu Korsyki była Cala Rossa (czyli z włoskiego: Czerwona Zatoka). Najładniejsza część plaży, właśnie z widocznymi na zdjęciach czerwonymi skałami, znajduje się w najbardziej południowej części, więc jeżeli zależy Wam na takich widokach, to polecamy zaparkować właśnie tam. Parking jest darmowy wzdłuż ulicy, a miejsca szybko znikają. Podczas naszej wizyty na plaży były spore fale, a do tego dosyć szybko robi się głęboko, więc nie jest to idealna plaża dla małych dzieci. Całkiem smaczny lancz zjedliśmy w Restaurant Ranch’O Plage.


PLAGE DE PINARELLU
Kolejna plaża w okolicy, ale jednak inna. Zero fal, bardzo długo jest płytko, więc idealnie dla małych dzieci albo do gry w piłkę! Na plaży niestety było sporo trawy morskiej, która jest sporym problemem w regionie, ale woda była bardzo przejrzysta. Do tego, jak widzicie na zdjęciu poniżej, było bardzo mało ludzi. Oczywiście przy wejściach na plażę było trochę więcej, ale wystarczyło odejść kilkanaście metrów i już długi odcinek piasku był tylko dla nas. Parkowaliśmy przy drodze D1468 na samym południu plaży w okolicy baru Paillote chez Anto. Te drogi leśne, bliżej plaży, które pokazuje google maps nie są dostępne dla samochodów, więc darmowy parking przy głównej drodze to jedyna opcja.

PLAGE DE PALOMBAGGIA
To chyba najsłynniejsza plaża na południu wyspy i faktycznie chyba jedna z najładniejszych. Szczególnej urody dodają plaży spore sosny rosnące tuż przy brzegu. Niestety zdjęcia nie pokazują wystarczająco urody plaży. Do tego musimy przyznać, że był tłum i trudno było znaleźć spokojniejsze miejsce. My rozłożyliśmy się niedaleko baru Le Craquelin plage, gdzie planowaliśmy zjeść lancz (spoko burgery i sałatki).
Parking przy plaży Palombaggia to osobna historia. My parkowaliśmy w południowej części plaży, tam gdzie parkingi oznaczone są na mapie jako Parcheggio spiaggia Tamaricciu. Wg informacji na google maps parkingi są płatne 20 euro za dzień, ale jest tam jeden spory parking nie oznaczony na mapie, który kosztuje 10 euro. Więc polecamy zjechać w dół w kierunku tych parkingów i zaparkować zaraz na pierwszym, na który napotkacie, bo to ten tańszy. Podobno, na tych pozostałych można jakoś wykorzystać te 20 eur w barach, ale nie sprawdzaliśmy tej opcji. Parking wzdłuż głównej ulicy jest płatny w parkomatach i kosztuje 0,70 euro za 15 min, więc się opłaca tylko jeżeli jedziemy na bardzo krótko. Do tego trzeba kawałek dojść na plażę z górki (a z powrotem pod…).
Podczas naszej wizyty na Palombaggia były spore fale i bardzo wiało, tak, że praktycznie nie dało się otworzyć parasola.

PLAGE DE TAMARICCIU
10 min spacerem przez las z Palombaggia znajduje się kolejna piękna plaża, czyli Tamaricciu. Z bardzo wietrznej zatoki nagle trafiliśmy do zupełnie innego świata. Zero wiatru i zero fal. Płytko i idealne warunki do snorklowania. Rybki pływały nam między nogami ledwie kilka metrów od brzegu. Sama plaża jest bardzo wąska, więc trzeba być bardzo wcześnie, żeby znaleźć miejsce i się rozłożyć. My zostawiliśmy większość gratów na Palombaggia, a tutaj przyszliśmy tylko z ręcznikiem i maską. Bardzo polecamy!
Zaparkować można albo tam gdzie my i przejść przez las, albo wzdłuż głównej drogi. Żadna opcja nie jest idealna i wymaga spaceru. Ale warto!

INNE CIEKAWE MIEJSCA
PISCINES NATURALLES DE CAVU
Alternatywą dla plaży w gorące dni mogą być naturalne baseny na rzece. Na Korsyce znajdziecie je w co najmniej kilku miejscach. My wybraliśmy się do Piscines Naturalles de Cavu. W upalny lipcowy dzień tłum był większy niż na popularnych plażach, ale po kolei.
Parking oznaczony na google jako „Parking piscine cavu” jest oddalony od najpopularniejszych basenów i restauracji Les 3 Piscines o ok 1,5 km. To jedyna opcja parkowania w okolicy, dalej jechać się nie da, mimo, że google maps powiedzą Wam coś innego. Dalsza droga jest zamknięta i można ją pokonać pieszo bądź darmowym shuttle busem. Ale jeździ on tylko co 20 min i jest mały, a chętnych dużo. My się nie załapaliśmy i poszliśmy pieszo. Idzie się częściowo zacienioną drogą, więc nie jest tak źle 🙂 Parking jest duży i płatny 1,70 euro/ godz. Przy parkingu znajduję się duży park linowy A Tyroliana, więc można połączyć te dwie atrakcje.
Pierwsze naturalne baseny znajdują się już w okolicy parkingu, a idąc dalej w stronę Les 3 Piscines zobaczymy ich więcej z drogi. Szczerze mówiąc zejście do nich wydawało się dosyć strome, ale niejednym się udało. Większość osób wybiera te główne baseny przy restauracji.
Naturalne jeziorka są super przyjemne, a woda bardzo orzeźwiająca. Można sobie spokojnie siedzieć na skałach i się moczyć cały dzień. W wodzie na kamieniach jest bardzo ślisko, więc polecamy buty do wody (my niestety nie posiadamy). Poza tym glony na kamieniach mogą wybrudzić wam stroje kąpielowe, więc może lepiej unikać jasnych kolorów. Podczas naszej wizyty były spore tłumy, ale ilość ludzi się zmieniała, były momenty lepsze i gorsze, a my spędziliśmy tam bardzo fajne kilka godzin. Adam był zachwycony możliwością skakania do wody ze skał (jest to możliwe tylko w jednym miejscu, gdzie jest wystarczająco głęboko i trzeba uważać).
Podczas naszej wizyty był zakaz kąpieli oraz spacerów do wyżej położonych jeziorek, teoretycznie ze względu na ryzyko pożarów. Nie wiemy czy tak jest zawsze. Ale basen na zdjęciu po lewej był odgrodzony taśmą, a strażnicy pilnowali czy nikt jej nie przekraczał.
Oprócz tłumu turystów, przy basenach spotkaliśmy stado kóz… Jako, że nasz koc leżał dosyć centralnie, kozy postanowiły sobie po nim pospacerować. Oczywiście szukały jedzenia i widzieliśmy kilka przerażonych osób, którym koza próbowała zabrać kanapkę.


CASCADE DE PISCIA DI GHJADDU
Pamiętajmy, że Korsyka to nie tylko plaże, ale też dosyć imponujące góry! A więc trzeba się było wybrać na jakiś chociaż krótki trekking. Przy ponad 30 stopniowych upałach (myślę, że było raczej ponad 35) nie bardzo się nam chciało, ale popołudniowa wycieczka okazała się strzałem w 10. Masyw górski, w którym znajduje się wodospad De Piscia di Ghjaddu (albo Cascade de la Piscia di Gallu) znajduję się już na tyle wysoko, że temperatura późnym popołudniem była bardzo przyjemna (ok 26 stopni).
Na szlak ruszyliśmy ok godziny 17.30, żeby uniknąć upału i ludzi. Trekking na punkt widokowy na wodospad to trasa 2,5 km w jedną stronę. Przejście jej zajmuje ok 45 min. My zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę na mini piknik z widokiem na wodospad, dlatego całość zajęła nam ok 2 godzin.
Parking zapisany jako Piscia di Gallu jest płatny 5 euro, ale można zaparkować wcześniej przy drodze za darmo. Przy parkingu są dwa bary i wc.
Trasa jest bardzo fajna, prowadzi sporo przez las, więc w dużej mierze zacieniona. Na początku i końcu jest trochę bardziej wymagająca i prowadzi po skałach, ale myślę, że spokojnie młodsze dzieci dadzą radę. Środkowa część szlaku wyznaczona jest po prostej drodze leśnej. Jeżeli macie taką możliwość, to polecam mieć buty trekingowe. My mieliśmy zwykłe sportowe i trochę żałowałam, że nie wzięłam innych. Chociaż widzieliśmy też ludzi w klapkach… Z trasy są piękne widoki na góry, rzekę w dolinie i las. Nam się bardzo podobało!
Jadąc w stronę wodospadu z Porto-Vecchio po drodze mija się jezioro Lac de l’Ospedale, nad którym można się zatrzymać.






PARC AVENTURE DE PORTO-VECCHIO
Jako, że Korsyce nie ma żadnych wesołych miasteczek ani parków wodnych poza campingami, to zabraliśmy dzieciaki chociaż do parku linowego. Parków takich w okolicy jest sporo, Francuzi chyba je bardzo lubią. My wybraliśmy ten najbliżej Porto-Vecchio.
Parc Aventure de Porto-Vecchio ma trasy dostosowane do różnych wieków. Są 3 trasy na młodszych dzieci (poniżej 7 lat), 3 trasy, na które mógł wejść Adam i jeszcze dwie najtrudniejsze powyżej 13 roku życia. Każdą trasę można przejść tyle razy ile się chce, opłata jest jednorazowa za wstęp do parku. Za Adasia zapłaciliśmy 20 euro, a za Gabi 25.
Co nas zdziwiło, to brak kasków. Do tej pory spotkaliśmy się z tym tylko w Malezji.
Gabi i Adamowi najbardziej podobała się trasa niebieska z dużą ilością zip linów. My do parku przyjechaliśmy zaraz po otwarciu, czyli ok godz. 10 i wtedy było jeszcze pusto, ale jak wychodziliśmy o 12, to już zebrał się niewielki tłum.


BONIFACIO
Bonifacio to niewątpliwie najładniejsze miasteczko na Korsyce w jakim byliśmy. Jeżeli mielibyście wybrać tylko jedno, to właśnie to! Nie Ajaccio czy Bastia. Położone na klifach Bonifacio gwarantuje piękne widoki na klify, port oraz widoczną stamtąd Sardynię.
My zaparkowaliśmy na parkingu P5, na samym końcu cypla. Parking jest płatny w automacie 0,70 eur za 15 min (to chyba dosyć standardowa cena w okolicy) i o 17.30 udało nam się znaleźć miejsce bez większego problemu. Za to kiedy wyjeżdżaliśmy ok 21, była kolejka do wjazdu. Jak widzicie po raz kolejny wybraliśmy się na wycieczkę późnym popołudniem i dzięki temu trafiliśmy na piękny zachód słońca. A co warto zobaczyć w Bonifacio?
Cimetière Marin de Bonifacio
Jeżeli zaparkujecie tam gdzie my, to spacer w stronę centrum warto rozpocząć od pobliskiego Cmentarza Morskiego. Cimetière Marin de Bonifacio to prawdziwe miasteczko z rodzinnymi grobowcami, zupełnie innymi niż znanymi w Polsce.
Escalier du Roy d’Aragon
Słynne Schody Króla Aragonii, wybudowane wzdłuż skalnego wybrzeża przez korsykańskich mnichów jako droga do studni z wodą. Schody są dosyć strome i wchodzenie po nich do góry w upale może być nie lada wyzwaniem. Mimo, to są obecnie dosyć popularną atrakcją turystyczną. Bilety dla dorosłych to 5 euro, a dzieci 2. Na wejściu dostaniemy obowiązkowe kaski oraz zostanie nam zwrócona uwaga jeżeli będziemy mieli nieodpowiednie obuwie. Teoretycznie wolno wchodzić tylko w pełnych butach (i my takie mieliśmy), ale widziałam, że wpuszczali też w sandałach. Jeżeli przyjdziecie w klapkach, to będziecie zmuszeni do zostawienia ich u szczytu schodów i spaceru na boso. Nam całość zajęła może 20 min i nie bardzo wiem, co można tam robić dłużej. Ale widoki ze ścieżki wzdłuż klifu są piękne. Popołudniowy spacer na schody był dobrym pomysłem, gdyż o tej porze był tam już cień i nie było tak gorąco.
Citadelle de Bonifacio
Cytadela, która broni wejścia do starego miasta jest jedną z wizytówek Bonifacio. Najpiękniejszy widok na nią jest ze ścieżki w Rezerwacie Bouches de Bonifacio i punktów widokowych wzdłuż wybrzeża. Stamtąd rozciąga się również widok na Sardynię oraz morze.
Kolację w Bonifacio zjedliśmy w okolicy Cytadeli w Le Bastion, a na parking wracaliśmy północną stroną półwyspu, z pięknym widokiem na marinę i zachód słońca.










PORTO-VECCHIO
Porto-Vecchio, to miasteczko, które wybraliśmy na nasz tygodniowy pobyt na południu Korsyki. Szukaliśmy miejsca skąd będziemy mogli dojeżdżać na pobliskie plaże, ale też móc wybrać się na kolację i zakupy. Nocowaliśmy w apartamentach Residence A Licetta, skąd niestety jest trochę daleko, żeby spacerem iść do centrum, szczególnie, że powrót byłby sporo pod górkę. Ale na szczęście udało nam się ten problem rozwiązać kiedy odkryliśmy istnienie darmowych autobusików A Citadina. Wynikowo zostawialiśmy samochód na jednym z darmowych parkingów w okolicy przystanku Matonara i stamtąd jechaliśmy do centrum autobusem. Parkowanie w samym centrum w godzinach popołudniowych i wieczornych jest raczej niemożliwe. Tylko raz wracaliśmy całą drogę piechotą, kiedy wybraliśmy się na drinki bez dzieci i nie chcieliśmy ruszać samochodu.
Chciałabym polecić Wam nasz nocleg, bo generalnie byliśmy zadowoleni z samego apartamentu. Mieliśmy tam wszystko co potrzebowaliśmy, plus fajny basen z pięknym widokiem. Ale muszę zaznaczyć, że rezydencja leży na stromym zboczu i już sam dojazd tam może stanowić wyzwanie. A później trzeba się jeszcze doczołgać do apartamentu. Dodatkowo na koniec mieliśmy trochę nieprzyjemności z właścicielem, o których wolałabym już nie wspominać. Tak więc mamy mieszane uczucia.
W samym centrum Porto-Vecchio byliśmy trzy razy wieczorem na kolacji czy drinkach. Jest sporo restauracji i sklepików z pamiątkami jak wszędzie. Do tego marina z wypasionymi jachtami.




